”Spryciarz z Londynu” Terry Pratchett

Tytuł: Spryciarz z Londynu

Autor: Terry Pratchett

Tłumaczenie: Maciej Szymański

Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis 2013

Stron: 412

Książka absolutnie niezwykła, inna od reszty, wyjątkowa. To, co ją wyróżnia, to język i styl, jakim jest napisana, pełna kpiarskiego, rubasznego, absurdalnego humoru, celnych ripost, opisów ironicznych, drwiących, ale jednocześnie bardzo obrazowych i celnych. Przykładem może być opis Kręconej Marysi – jednej z dziewcząt żyjących na ulicach ówczesnego Londynu…

”…Jakimś cudem od dawna udawało jej się sprawiać wrażenie, że pochodzi z daleka i przybyła tu niedawno. W sezonie sprzedawała damom fiołki, a poza sezonem – co się dało. Była też niezłym kieszonkowcem, głównie dlatego, że wyglądała jak aniołek trafiony w głowę czymś ciężkim i nikt jej nie podejrzewał o spryt. Po prawdzie, rozumu miała mniej niż zębów, a zębów niewiele.”

I choć cała fabuła jest utrzymana w tonie lekkim, to tak naprawdę między wierszami można znaleźć prawdziwe dramaty, które aktualne są bez względu na czas i miejsce.

Akcja książki “Spryciarz z Londynu” osadzona jest w XIX wiecznym Londynie. Bohaterem jest Dodger, młody chłopak, wychowaniec sierocińca, który utrzymuje się z niechlubnego zajęcia – jest zbieraczem w londyńskich kanałach. Niezamożni mieszkańcy stolicy w tamtym czasie stanowią jej przytłaczającą większość i ich życie jest niebywale ciężkie. Dlatego Dodger, aby mieć co jeść i za co przetrwać, schodzi do brudnych, pełnych szczurów, śmieci i nieczystości kanałów, by tam szukać zgubionych pensów, pierścionków czy innych wartościowych rzeczy, które później mógłby spieniężyć. Los chce, że pewnej nocy jest świadkiem napaści na młodą dziewczynę. Ratuję ją z opresji i od tego momentu jego życie zaczyna się zmieniać.

W książce mamy wątek sensacyjny, miłość, zabójstwa na zlecenie, agentów obcego wywiadu, ucieczkę, podstęp i w końcu szczęśliwe zakończenie. To motyw przewodni powieści. Mnie jednak uderzył najbardziej inny, poruszony tu temat. Historia cyrulika Sweeney’a Todd’a. Jego straszliwy dramat, trauma jaką przeżył, będąc na wojnie, próbując ratować rannych żołnierzy. Ogrom cierpienia, które zobaczył, sprawiło, że jego psychika tego nie wytrzymała. Dziś pewnie stwierdzilibyśmy u niego zespół stresu pourazowego i może otoczony odpowiednią opieką, wróciłby do siebie. W tamtych czasach, pozostawiony sam sobie, rozwinął swój dramat w chorobę psychiczną, która pociągnęła go do morderstwa.

” … cyrulik, tak to ja, cyrulik wykonuje na polu bitwy pracę dziwnie podobna do rzeźnictwa, choć nieco lepiej płatną… Widzę ich i teraz… zniszczonych mężczyzn, dzieło boże o potwornych kształtach… nadchodzą… nadchodzą, jak zawsze, nasi wspaniali bohaterowie. Jedni widzą za tych, co stracili oczy, inni niosą beznogich, a jeszcze inni krzyczą za tych, co nie mają głosu… (…) brakuje bandaży, brakuje lekarstw, brakuje…życia…Próbowałem. Nigdy nie skierowałem broni ku drugiemu człowiekowi, chciałem tylko pomagać, a jedyną pomocą było delikatne ostrze noża… a oni wciąż przychodzą, tak jak teraz…. Szukają mnie… i mówią, że nie są martwi, a ja przecież wiem, że są. Martwi, a jednak nadchodzą…”

Choć ówczesna opinia społeczna osadziła cyrulika jednoznacznie nagabywanie, Dodger czuje, że Todd jest przede wszystkim bardzo nieszczęśliwym człowiekiem. Nie jest zły, jedynie nie umie sobie poradzić z makabrycznymi wspomnieniami. Tak Dodger tłumaczy swoje odczucia dziennikarzowi:

”widział martwych żołnierzy, którzy maszerowali ku niemu. Przysięgam, że nawet z nimi rozmawiał, jakby się wstydził tego, że nie potrafił ich uratować. Klnę się na Boga, panie Karolu, że pod koniec i ja ich widziałem! Ciężko poranionych żołnierzy, a nawet coś gorszego: na poły porozrywanych i wciąż krzyczących! On nie był demonem, proszę pana, choć myślę, że na własne oczy widział piekło. A ze mnie żaden bohater. On nie był zły, tylko szalony i bardzo zasmucony, aż mu się w głowie pomieszało.”

I tu pojawia się kolejny motyw – jakże aktualny i w dzisiejszych czasach. Nie ma jednej prawdy. Ludzie widzą to, co chcą zobaczyć. Wszystko można przedstawić w różny sposób, zależny tylko od intencji mówiącego. Prawda to mgła, a ludzie kształtują ją według swoich upodobań.

”… w pewnym sensie wszyscy jesteśmy pisarzami i dziennikarzami notującymi w głowach to, co widzimy i słyszymy, jednak każdy z nas może inaczej postrzegać to samo wydarzenie. To właśnie jest zbawieniem i zarazem demonem dziennikarstwa: wiedza, że niemal zawsze istnieje inna perspektywa. (…) Czym jest więc prawda? Moja odpowiedź brzmi tak: prawda to mgła, w której jedni widzą hufce niebieskie, a inni latającego słonia.”

Na koniec jeszcze dodam, że w powieści pojawia się sam Karol Dickens oraz kolejną postać z kart historii: Henryk Mayhew. To dwaj dżentelmeni dla których w tamtych czasach los ubogich londyńczyków nie był obojętny. Dickens ukazywał obrazy z życia biedoty w swoich powieściach, a Mayhew napisał obszerną pracę na temat ich dramatycznych losów. Inne historyczne postacie pojawiające się na kartach książki to Benjamin Disraeli – premier Wielkiej Brytanii, sir Robert Peel – założyciel policji w Londynie ( od jego nazwiska policjanci zwani byli peelersami) czy Angela Burnett-Coutts – dziedziczka fortuny, która dzieliła się swoim majątkiem z potrzebującymi, zakładała szkoły dla biedoty i wspierała działalność dobroczynną. Pojawia się też Joseph Bazalgette – inżynier budownictwa, który zmodernizował londyński system kanalizacyjny.

Podsumowując, książkę przeczytałam jednym tchem. Bardzo podobał mi się dowcipny styl, w jakim została napisana. Wielkim plusem jest poruszenie w niej trudnych, poważnych tematów oraz tło historyczne, w którym akcja jest osadzona.

Moja ocena: 7,5/10

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry