1. Po apokalipsie

30 września 2017

wybrana okładkaWojna była straszna. Tak mówią. Zginęły miliony ludzi. Poeta powiedział. Tak wielu zginęło w imię tak niewielu. Morderczy szał przetoczył się przez cały świat pozostawiając po sobie gruzy, zgliszcza i zbezczeszczone ciała.

Wszytko zaczęło się niewinnie. Kilka referendów w sprawie niepodległości. Kilka religijnych mniejszości pragnących narzucić swoją wolę. W końcu stare kraje mieszające się w sprawy innych w imię fałszywych ideałów. Świat był ogromną beczką prochu, na której dzieci od ponad siedemdziesięciu lat bawiły się zapałkami. To nie było nigdy pytanie czy. To było pytanie kiedy ta beczka wybuchnie i wybuchła.

Wszyscy mówią, że to się stało przez nas, u nas. Bo my byliśmy najbliżej wydarzeń i krzyczeliśmy najgłośniej. Ja uważam, że to wszystko zaczęło się gdzie indziej, a my byliśmy tylko małą kostką domina, którą łatwiej jest obwinić niż tego, kto w nią uderzył palcami. Zresztą nie ważne co ja uważam. Liczy się to co mówią wszyscy i własne zdanie nie jest mi do niczego potrzebne. Tak samo jak nie potrzebna mi wiedza, że dzieci z zapałkami zadbały, by więcej beczka prochu nie eksplodowała. Nie ma już krajów, nie ma narodów, nie ma ludzi, którzy mogliby dochodzić swoich racji. Cały stary system został rozbity na kawałki i na nowo poskładany. Mamy teraz Gubernie, Okręgi i Komisariaty. Wszyscy mówimy jednym językiem. Nie wszyscy się z tym zgadzali. Nie od razu. Mieszkańcy południa raz się zbuntowali. Nie chcieli żyć w Komisariatach i osiągnęli swój cel. Teraz żyją w strefach zdemilitaryzowanych. Strefy zdemilitaryzowane, eufemizmy. Wszędzie eufemizmy.

Czemu uważasz, że Strefa Zdemilitaryzowana to eufemizm?

Co? – Łapię się na tym, że po raz kolejny myślałam na głos.

Czemu uważasz, że Strefa Zdemilitaryzowana to eufemizm? – Igor powtarza z naciskiem.

Nic takiego nie powiedziałam – może młody się odczepi, jeśli mu nie odpowiem.

Nie rób ze mnie idioty, Katalyn. Słyszałem co powiedziałaś.

Tak mi się powiedziało – staram się go zbyć. Spoglądam za okno, autobus podskakuje na nierównej drodze. Otaczają nas świeżo zaorane pola, które wkrótce zazielenią się uprawami. – O tej porze roku to najpiękniejsze miejsce na Ziemi – mówię z półuśmiechem, zupełnie jakbym kiedykolwiek widziała jakieś inne miejsce na Ziemi.

Tak. Uwielbiam ten zapach świeżo zaoranej ziemi – przytakuje. Młody kiedyś zastąpi ojca w gospodarstwie i będzie w tym świetny. Jego oczy płoną, kiedy mówi o roli i zwierzętach. Ma ledwie piętnaście lat, a już wie o tej pracy tyle co mężczyźni dwa razy od niego starsi. Taka głowa rodziny to prawdziwy skarb. Minie jednak jeszcze kilka lat, nim to wszystko nastąpi. Wcześniej czeka go jeszcze kilka lat nauki i testy końcowe.

Moje testy odbędą się już za tydzień. Czy się ich boję? Ani trochę. Kolejny szkolny egzamin po którym dostanę świadectwo i na zawsze pożegnam się z edukacją, by stać się dorosłą. Pewnie za kilka lat wezmę ślub z Ivanem, albo Piotrem. Jeszcze nie wiem, którego bardziej lubię, ale obaj są silni, przystojni i mają świetne perspektywy. Szkoda, że nie mogę mieć obu.

O czym myślisz?

O moich testach – pół prawda jest zawsze lepsza od kłamstwa.

Ja nie mogę się już doczekać moich – młody aż podskakuje na siedzeniu obok, a może to autobus zatrząsł się jeszcze raz.

Nie dorastaj za szybko, młody. Dorosłość wcale nie jest taka fajna.

Bo nie można się już chować z chłopakami po stogach siana? – Puszcza mi sójkę pod żebra.

Jak słowo daję, kiedyś ci się za to odpłacę.

Wytarmosisz mnie za uszy, jak będą spał.

Poczekam kilka lat, aż zaczniesz się kręcić za jakąś dziewczyną i powiem jej, co nie raz widziałam przy kąpieli.

Nic nie widziałaś przy kąpieli! – Krzyczy, zwabiając wzrok połowy pasażerów.

Dokładnie to jej powiem, że nic nie widziałam – Nawet jeśli będzie dla mnie najmilszym bratem na świecie i tak to powiem. Jestem starszą siostrą. Muszę być wyrodna.

Katalyn – zaczyna lekko błagalnym tonem. – Nie powiesz nikomu?

Nie powiem – oczywiście, że powiem, młody.

A powiesz, o co chodzi z tym eufemizmem? – Już się cieszyłam, że zapomniał. – Dobrze wiesz, że nie dam ci spokoju – ja mu kiedyś zetrę ten słodki uśmieszek z pysia.

Ale masz siedzieć cicho i nikomu nie mówić – szepczę przez zaciśnięte usta. – Rodzice się wściekną, jak się dowiedzą.

Będę milczał jak grób – zapina sobie usta na suwak, wyrzucając kluczyk.

Pomyśl. Dlaczego to się nazywa strefą zdemilitaryzowaną? – Niemal nie poruszam ustami.

Bo nie ma tam broni – młody wzrusza ramionami.

Kto nie ma tam broni?

Mieszkańcy.

Czyli, że u nas w Komisariacie wszyscy mają broń? Tata z wujkiem chodzą na spacer z karabinami, mama ma przypięte do spódnicy granaty, a my codziennie trenujemy walkę na szpady? –

No nie – bąknął zmieszany – ale policjanci i ludzie z garnizonu mają – wyglądał na dumnego z siebie, wybrnąwszy z koziego rogu.

Pomyśl młody. Obszar wielkości co najmniej kilku, jeśli nie kilkunastu komisariatów wszczął rozruchy. Wkroczyć musiała regularna armia. Stworzyli specjalnie dla nich nową jednostkę terytorialną, tylko po to by zostawić ich samych? Myślisz, że dostali obietnicę z ręką na sercu, że będą grzeczni, czy załatwili im grupową terapię z psychologiem?

No chyba nie…

Rzut kamieniem od nich leży inne państwo i nie oddzielają go dzikie pola, jak u nas.

Strefa zdemilitaryzowana to kłamstwo?

Eufemizm, młody. Eufemizm i nikomu ani słowa – czasami zastanawiam się, czy to faktycznie jest mój brat. Nie to żebym podejrzewała mamę o coś szalonego, ale zawsze mogli go podmienić w szpitalu. Gdyby tylko nie był tak podobny. Młody łyka wszystko co mówi się w szkole, nawet najgrubszymi nićmi szyte bzdury. Nie jest głupi. Jest zwyczajnie ufny jak małe dziecko. To dobrze, przynajmniej nigdy nie będzie czuł potrzeby opuszczenia Komisariatu. Nie rozpije się i nie zrobi czegoś głupiego, jak ci którzy rozumieli za dużo. Czasami zastanawiam się, czy nie jestem jedną z nich. Rozumiem dużo, widzę rzeczy, których inni nie widzą, albo widzieć nie chcą. Czy też się rozpiję i zrobię coś głupiego, jak bieg przez granicę, albo atak na wartowników? Potem nachodzi mnie jednak refleksja. Za bardzo lubię wygodne życie, by robić coś takiego. Mam ten cudowny dar ignorowania rzeczy oczywistych.

W szkole wszyscy jesteśmy tacy sami. Nie chodzi mi tu o ideologiczne przekazy. Jesteśmy dosłownie tacy sami. Wszyscy mamy jednakowe mundurki. Dziewczęta noszą proste, szare sukienki w pół łydki z szerokimi rękawami sięgającymi przegubów, a związane w gruby supeł włosy chowamy pod białymi chustami. Chłopcy noszą szare garnitury, krótko ostrzyżone włosy chowając pod równie szarymi rogatywkami.

Ubrano nas tak zaraz po wojnie żeby ci którzy stracili w wojnie wszystko nie czuli się gorsi od tych, którzy ją przetrwali, a czasem nawet się na niej podorabiali. Teraz tych drugich już nie ma. Ci którzy mogli wykupili sobie wyjazd do centralnych guberni, ci którym się nie udało najczęściej przepuścili wszystko co mieli i znów jesteśmy tacy sami. Żyjemy w pokoju i harmonii, czyli egzystujemy mając tyle, by żyć spokojnie, ale ani odrobiny więcej niż nam jest potrzebne. Kolejny piękny eufemizm.

W całej szkole czuje się ekscytację. Jeszcze tylko kilka tygodni i zaczną się wakacje. Jeszcze tylko kilka tygodni i zostanę ogłoszona dorosłą, choć wcale się taka nie czuję. Sama zresztą nie wiem czym jest dorosłość i nikt nie potrafi mi tego wytłumaczyć. Pewnie dowiem się tego, jak dorosłość da mi pięścią w brzuch i poprawi po żebrach.

Nie wydaje ci się jakaś nerwowa? – Mruczę.

Co? – Nina otrząsa się z zamyślenia.

Jakubovic. Nie wydaje ci się, że jest jakaś nerwowa? – Przyglądam się z uwagą podstarzałej nauczycielce matematyki, której po raz kolejny kreda wypada z rąk.

Dzisiaj połajanka dyrektora o naszych testach, pamiętasz? Wszyscy są nerwowi – faktycznie. Połowa uczniów w klasie jest blada jak ściana i zachowuje się mniej lub bardziej nerwowo. Dzisiaj mamy pójść na aulę wysłuchać przemówienia dyrektora na temat czekających nas testów końcowych. To coroczna tradycja i można by pomyśleć że pracując w szkole od dwudziestu lat Jakubovic powinna się już do tego przyzwyczaić. Najwyraźniej jednak nie.

Pewnie masz rację – przytakuję, ale w sumie mogłam sobie to darować. Nina zupełnie odleciała w krainę marzeń przyglądając się pierścionkowi z czerwonym oczkiem. Pomyśleć można, że Matey mógł już poczekać te kilka tygodni z oświadczynami aż skończymy szkołę, ale nie. Wyskoczył z nimi akurat w ten weekend. Przynajmniej Nina nie będzie musiała się bardzo starać, by testy końcowe kiepsko jej poszły. Przy takim rozkojarzeniu może nawet zapomnieć, jak się podpisać. Może taki właśnie był plan uśmiecham się pod nosem.

Już czas – Pani Jakubovic rzuca kredę, nie próbując nawet jej odkładać na wąską listwę pod tablicą. Idziemy korytarzem w ciszy, dwójkami, tak jak siedzieliśmy w ławkach. Raz czy dwa ratuję Ninę od spotkania z futryną. To nawet zabawne widzieć kogoś tak ogłupionego. Może też powinnam się zaręczyć przed egzaminami. Reszta ostatnich klas jest już na auli. Ivan kiwa mi z przeciwnego krańca sali szeroko się uśmiechając. Rogatywkę ma zawadiacko przesuniętą na bok. To niesamowite, że można tak niesamowicie wyglądać w tym paskudnym mundurku. Nachodzi mnie nagła ochota, by się wyrwać i podbiec do niego. Chyba wie co mi chodzi po głowie, bo prostym gestem każe mi się skupić na podium z ustawionym na środku mikrofonem. Wypatruję podstarzałego dyrektora Romanowa, który dawał nam jabłka, kiedy byliśmy dziećmi i biegaliśmy w pobliżu jego sadu, ale nigdzie go nie widzę. Może zachorował i przemówienie wygłosi któryś z nauczycieli, bo nawet jak gwiazdy wieczoru nie ma, to impreza musi być. Wszyscy znają je na pamięć, więc nie powinno być problemu, ale chyba jednak jest. Do mikrofonu podchodzi jakiś szczurowaty facet z absurdalnie siwymi wąsami. Czuję, jak górna warga zaczyna mi drżeć z rozbawienia.

Dzień dobry, państwu – mężczyzna zaczyna z werwą zupełnie nie pasującą do jego wyglądu. Jeszcze nie słyszałam takiego akcentu. – Cieszę się, że wreszcie się spotykamy. Jest mi niezwykle miło powiedzieć, że jestem państwa nowym dyrektorem. Nowym dyrektorem tej szkoły.

I oficerem służb specjalnych – kończę cicho. Nina rozdziawia usta, ale tylko piorunuję ją wzrokiem.

Wiem, że zaledwie tydzień pozostał do państwa egzaminów końcowych i nie będziemy mieli zbyt wielu okazji ku temu, by się lepiej poznać. Mam nadzieję, że uda się zbudować most porozumienia i przyjaźni pomiędzy nami. Jesteście ludźmi dorosłymi i doskonale rozumiecie, jakie wyzwania i oczekiwania ma wobec was świat. Musicie być do nich przygotowani tak dobrze, jak to tylko możliwe i właśnie dlatego nie mogłem czekać ani minuty dłużej i przybyłem jeszcze przed państwa testem.

No i jesteśmy w domu – mruczę.

Kiedy tutaj stoję, widzę przed sobą twarze młodych, utalentowanych ludzi. Przyszłości Europy. To przerażające, że od lat żadne z państwa starszych kolegów nie zakwalifikowało się do nauki choćby w szkołach okręgowych. Nasze władze z obawą patrzą na tą sytuację, martwiąc się że poprzez źle napisany program nauczania, lub nieodpowiednie grono pedagogiczne – mówiąc to mężczyzna spojrzał na siedzących na podium nauczycieli, ale chłód jego groźby objął całą salę, a przynajmniej tak mi się wydawało. – W obawie o utratę talentu choćby jednego z państwa w tym roku nie odbędą się egzaminy końcowe – po całej auli poniósł się szmer podnieconych głosów. Zebrani nauczyciele także patrzyli po sobie w szoku. Cokolwiek ten mężczyzna wymyślił, trudno było uwierzyć, że tak zwyczajnie zakończenie nauki będzie nam odpuszczone. Dobry samarytanin to to nie jest na pewno.

Poproszę o ciszę. Nie widzę potrzeby robienia państwu egzaminów końcowych, skoro mamy państwa stopnie z całych trzech lat nauki. Zamiast tego przywiozłem ze sobą jeden test, który zajmie państwu dwie, może trzy godzinki i pozwoli ocenić nam państwa potencjał. Test napiszecie państwo w przyszły piętek, rano. Dziękuję.

Jeden komentarz

  • LKA 5 października 2017jako17:56

    Ciekawie zacząłeś kontynułuj😜 Z chęcią przeczytam co będzie dalej☺ Pozdrawiam LKA.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *