2. Powracają sny

3 października 2017

Ciemność spowijała las. Szedł cicho, nie poruszając najmniejszą gałązką. Wokół panowała nieopisana cisza. Żadne z nocnych stworzeń nie przemówiło swoim głosem, najdrobniejszy liść na najmniejszej z gałązek nie zaszeleścił. Szedł, delikatnie stawiając krok za krokiem, po kobiercu z zeschłych liści. Pragnął, by choć jedna gałązka strzeliła pod jego ciężarem, pragnął by zaszeleścił zeschły liść. Nic takiego się nie działo. Zmierzał wciąż naprzód, pchany nieopisaną siłą. Siłą, która nie pozwalała mu się zatrzymać, nie pozwalała mu zawrócić.

W oddali coś się poruszało, zmierzało w jego stronę. Nie chciał na to patrzeć, ale nie mógł też oderwać wzroku. Już wiedział co kroczy mu na spotkanie i nie mógł na to nic poradzić. Jedyne co mógł, to iść dalej. Nagle perspektywa się zmieniła. Nadal kroczył, ale cały las widział jakby z góry, nie potrafił wytłumaczyć sobie tej zmiany. Nie był już sobą, a może właśnie teraz był sobą.

Przed nim coraz wyraźniej majaczyła postać, z każdym krokiem wyłaniała się z panującego wokół mroku. Na niebie nie było księżyca, lecz nie miało to znaczenia i tak widział ją wyraźnie, jakby była źródłem nieposkromionej światłości. Szła powoli w jego stronę, cała odziana w czerwień, powoli zbliżała się do niego. Tak jak on nie mógł się zatrzymać, nieznaną siłą pchany w jej stronę, tak ona z wahaniem stawiała kolejne kroki, jakby rozważała ucieczkę. Stanęli naprzeciw siebie, twarzą w twarz. Teraz dostrzegł, że zjawa była w istocie kobietą, całą spowitą w czerwień. Nie rozpoznawał jej. Nie potrafił nawet powiedzieć, czy była piękna, czy brzydka. Wiedział, że była kobietą i do jego umysłu przez wszystkie warstwy przerażenia docierało przeświadczenie, że nie jest to ich pierwsze spotkanie. Kobieta delikatnie przechyliła głowę, przyglądając mu się uważnie. W jej osobie nie było nic z towarzyszącego mu przerażenia, które w tej właśnie chwili nie pozwalało mu się ruszyć na milimetr. Obserwowała go z namysłem i zaciekawieniem, badając każdy aspekt jego jestestwa. W końcu ostrożnie uniosła schowaną w czerwonym rękawie alabastrową dłoń, wyciągając ją ku jego twarzy. Kiedy jej dłoń była już o milimetry, udało mu się rozerwać krępujące go więzy przerażenia i poczuł jak potężna siła zasysa go daleko od czerwonej zjawy. Jeszcze tylko uchwycił wyraz szoku na jej twarzy i potężna siła szarpnęła jego ciałem.

________________________________________________________________________

Jeśli nie mieliście jeszcze okazji tego zrobić, rozdział poprzedni czeka na przeczytanie.

Jak zawsze zachęcam do dzielenia się swoimi opiniami w komentarzach. Są one dla mnie bardzo ważne.
Koniecznie wpadnijcie także na mój profil Facebookowy. Link znajdziecie w Menu strony!

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *